piątek, 25 marca 2016

Szukanie wiosny, czyli co ja pacze?

W końcu! Poszłam, pobiegałam, pochłonęłam witaminę D i było miło.

Szukałam śladów wiosny. Wiadomo, ptaszki drą ryje, kwiatki wychylają z błotka, z krzaczorów i ze śmieci, słonko świeci, wiater wieje... normalnie poezja. Wbiegłam sobie świńskim truchtem do lasu. A tam z radością i zadyszką dalej pod górkę i z górki.



Wszystko zgodnie z planem pobiegane, wiosna znaleziona, ale czy tylko przeze mnie? Otóż nie! A któż to jeszcze wiosny szukał? Z całą pewnością na poszukanie, albo i przywitanie, wiosennej Pani wyruszyli lokalni amatorzy taniego wina.
Szkoda tylko, że nie posprzątali po sobie... Amatorzy wiosennej miłości na łonie natury także pozostawili po sobie ślady. Zdjęcie darowałam sobie i inny patrzaczom internetowym.
Żeby nie było, że kit wciskam sobie i komuś... Pobiegane? Pobiegane, a że wolno? Na całe szczęście nie muszę uciekać przed inwazją zombiaków.

Pozdrawiam.
Ave JA!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz