Święta były i minęły. nie wiem kiedy jedno popołudnie i dwie nocki w pracy. Interwencji od groma. Nie było kiedy się po tyłku podrapać, już nie mówiąc o zjedzeniu kanapki. I co? I to, że... gacie od munduru zaserwowały mi zjazd z bioder na tyłek oraz kamizelka taktyczna pomimo ściągnięcia sznurków nadal za szeroka. Chyba na wiosnę temperatura wzrosła i smalec z boczków się wytapia. Dobrze, nie mam nic przeciwko.
Dziś znów popołudnie w pracy, więc rano zielona herbata, sernik (no halo, święta przecież były) i tabata + parę piosenek w rytmie zumby. I jest taka moc, taka siła, że chyba rozniosę dziś miasto w drobny pył.
Ave!
środa, 30 marca 2016
piątek, 25 marca 2016
Szukanie wiosny, czyli co ja pacze?
W końcu! Poszłam, pobiegałam, pochłonęłam witaminę D i było miło.
Szukałam śladów wiosny. Wiadomo, ptaszki drą ryje, kwiatki wychylają z błotka, z krzaczorów i ze śmieci, słonko świeci, wiater wieje... normalnie poezja. Wbiegłam sobie świńskim truchtem do lasu. A tam z radością i zadyszką dalej pod górkę i z górki.
Wszystko zgodnie z planem pobiegane, wiosna znaleziona, ale czy tylko przeze mnie? Otóż nie! A któż to jeszcze wiosny szukał? Z całą pewnością na poszukanie, albo i przywitanie, wiosennej Pani wyruszyli lokalni amatorzy taniego wina.
Szkoda tylko, że nie posprzątali po sobie... Amatorzy wiosennej miłości na łonie natury także pozostawili po sobie ślady. Zdjęcie darowałam sobie i inny patrzaczom internetowym.
Szukałam śladów wiosny. Wiadomo, ptaszki drą ryje, kwiatki wychylają z błotka, z krzaczorów i ze śmieci, słonko świeci, wiater wieje... normalnie poezja. Wbiegłam sobie świńskim truchtem do lasu. A tam z radością i zadyszką dalej pod górkę i z górki.
Wszystko zgodnie z planem pobiegane, wiosna znaleziona, ale czy tylko przeze mnie? Otóż nie! A któż to jeszcze wiosny szukał? Z całą pewnością na poszukanie, albo i przywitanie, wiosennej Pani wyruszyli lokalni amatorzy taniego wina.
Szkoda tylko, że nie posprzątali po sobie... Amatorzy wiosennej miłości na łonie natury także pozostawili po sobie ślady. Zdjęcie darowałam sobie i inny patrzaczom internetowym.
Żeby nie było, że kit wciskam sobie i komuś... Pobiegane? Pobiegane, a że wolno? Na całe szczęście nie muszę uciekać przed inwazją zombiaków.
Pozdrawiam.
Ave JA!niedziela, 6 marca 2016
Życie, życie jest nobelon...
Wiosna idzie... Idzie, ale jeszcze jej daleko do przyjścia. Na tym dzikim wschodzie przychodzi na końcu i traktuje te Podlasie po macoszemu. Więc jest przednówek. Wszyscy smarkają, siąpia nosami, humory raczej wisielcze i czarne niż jakiekolwiek inne. I jak tu żyć?
Wróciłam do treningów biegowych. To znaczy coś tam sobie potruchtałam po chorobie. Niby tylko 5km, a dało w kość. Słońca trzeba na te trudne czasy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




