wtorek, 23 lutego 2016

Zielona herbata na odchudzanie

 Dżem dobry!
Dzisiejszy wpis sponsoruje literka "Z", jak zielona herbata. Czyli, jak zawsze zaczynam od "dupy strony", od końca.

Będąc na fali nawet nie noworocznych, a przedwiosennych postanowień, wróciłam do mojej wielkiej miłości.  Z ogromnym postanowieniem poprawy grzebię się w internetach i w książkach i w gazetach wyszukując tekstów o tym, jak wyglądać lepiej, być zdrowszą, i tak dalej. Zupełnie jakby od samego czytania miałby mi się zrobić sześciopak na brzuchu, rzeźba na wszystkim innym, spalić tłuszcz i jeszcze idealnie wyregulować brwi. Eta nieprawdopodobienne...

W większości artykułów o odchudzaniu, o poprawie metabolizmu i samopoczuciu przewija się jedno: ZIELONA HERBATA. Cud nad cudy. Tylko cholera, jak to działa? Czy to w ogóle działa?

Ano działa. Odpuszczę sobie pisanie o wszystkich cudach, jakie zawiera w sobie ten napój bogów. Jeżeli ktoś ciekaw, niech wpisze w googlach hasło "Zielona herbata". Że bogata we wszelkie mikro i makroelementy, to wiadomo, trąbią o tym od wielu lat. Że zwalcza choróbska, to też wiadomo, jak nie, odsyłam do wujka googla, on wie wszystko. A jak to działa, że wytapia tłuszcz?

UWAGA! Działa to tak:
1. Tłuszcz się wytapia w wysokiej temperaturze. Więc, jak chcemy wytopić smalec z sadła, patelnię należy postawić na ogniu, nie w lodówce. Zielona herbata podnosi termogenikę ciała i sprawia, że szybciej robi nam się gorąco. Jak się dodatkowo do tego poćwiczy, to wytapianie naszego smalcu z boczków, tyłków i innych oponek, staje się efektywniejsze. Poza tym, kofeina zawarta w herbacie daje niezłą siłę i kopa do działania, że aż ćwiczyć się chce.
ERGO: kubas zielonej herbaty przed treningiem (a może być i szybszy spacer z psem, kotem, chomikiem, cokolwiek) i wio w drogę. Opłaca się, bo wytapianie tłuszczu będzie większe o jakieś 5-10% niż normalnie. Nie ćwiczysz? To też pij - temperatura i tak się podniesie, a badania pokazują, że 21% ludzi, którzy pili zieloną herbatę nie zmieniając nawyków żywieniowych i tak schudło! Jest nadzieja dla nas!

2. Dużo pijesz - dużo sikasz. Sikaj na zdrowie. Jak wywalić z siebie toksyny? Przecież same nie wyjdą. Najlepiej dać nerom pole do popisu. Jak się pije za mało płynów, mocz się zagęszcza od toksyn, organizm się zaciera i lipa. Zielona herbata pomaga wypłukać cholerstwo organizmu. Przecież jak już coś się w nas wypaliło, bo wypiliśmy herbatę, poćwiczyliśmy, to zostają śmieci po spalaniu. Dopić jeszcze jeszcze kubkiem zielonej herbaty, żeby się elegancko wypłukały. Logiczne, nie?

3. Działanie oszczędnościowe. Kasa piechotą nie chodzi, zielona herbata nie rośnie na nasypach kolejowych, jak szczaw, czy mirabelki. Parz ją więc wielokrotnie z jednej wrzutki. Czyli, że jak? Moje parzenie wygląda tak: w takie śmieszne szczypce z siatką do parzenia herbaty, nabieram trochę zielonego suszu. Wkładam do dzbanka i zalewam gorącą, ale nie wrzącą wodą. Po dwóch minutach, może mniej, wyjmuję swoje szczypce z zawartością i odkładam. Fusy się nie plączą między zębami, nie trzeba ich cedzić, bo... będą na później. Napar jest delikatny, takie smaczne parzone sianko. Jak wypiję, to znów gotuję wodę, jak przestygnie, to znów zalewam te same fusy i parzę je od nowa. I w ten sposób mam lepszy jakościowo napój, jest jego dużo i jest pyszny.

Ot i tyle słów świętych na dziś przygotowałam. Niechaj piją z tego wszyscy na zdrowie, niech smalec się topi, niech nastanie nam jej wysokość herbata w całej swojej zieloności. Amen.

Pozdrawiam
- Cherris
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz