czwartek, 25 lutego 2016

Cud, miód i kurkuma. Herbatą w przeziębienie.

O tym, że kurkuma jest hiper super duper zdrowa wiadomo. No bo... widział ktoś chorą kurkumę? Właśnie! Nie choruje, bo tłucze bakterie, wirusy i grzyby, bo działa przeciwzapalnie, bo jest pięknie żółta, a to burą zimą się ceni.

Doceniłam i ja. Zdziałałam herbatkę, która ma dużo plusów i jeden minus. Plusami są właściwości zdrowotne i smak, a minusem wygląd. Co tu dużo mówić, kolorem przypomina rzadki produkt przemiany materii. Ale od początku!

- 2cm świeżego korzenia imbiru
- szczypta cynamonu
- 1/4 łyżeczki kurkumy
- sok z połowy cytryny
- ciepła woda do dopełnienia szklanki
- łyżeczka dobrego miodu na osłodę i większego kopa
- szczypta chilli

Imbir trzeba obrać i zetrzeć, dodać resztę składników, zabełtać, zamknąć oczy i wypić. Grzeje, rozgrzewa i wygrzewa, więc smarkaci niech piją od razu leżąc w łóżku.

Na zdrowie!

- Cherris, chwilowo zaniemożona zdrowotnie, wszak sezon na smarkanie.

wtorek, 23 lutego 2016

Zielona herbata na odchudzanie

 Dżem dobry!
Dzisiejszy wpis sponsoruje literka "Z", jak zielona herbata. Czyli, jak zawsze zaczynam od "dupy strony", od końca.

Będąc na fali nawet nie noworocznych, a przedwiosennych postanowień, wróciłam do mojej wielkiej miłości.  Z ogromnym postanowieniem poprawy grzebię się w internetach i w książkach i w gazetach wyszukując tekstów o tym, jak wyglądać lepiej, być zdrowszą, i tak dalej. Zupełnie jakby od samego czytania miałby mi się zrobić sześciopak na brzuchu, rzeźba na wszystkim innym, spalić tłuszcz i jeszcze idealnie wyregulować brwi. Eta nieprawdopodobienne...

W większości artykułów o odchudzaniu, o poprawie metabolizmu i samopoczuciu przewija się jedno: ZIELONA HERBATA. Cud nad cudy. Tylko cholera, jak to działa? Czy to w ogóle działa?

Ano działa. Odpuszczę sobie pisanie o wszystkich cudach, jakie zawiera w sobie ten napój bogów. Jeżeli ktoś ciekaw, niech wpisze w googlach hasło "Zielona herbata". Że bogata we wszelkie mikro i makroelementy, to wiadomo, trąbią o tym od wielu lat. Że zwalcza choróbska, to też wiadomo, jak nie, odsyłam do wujka googla, on wie wszystko. A jak to działa, że wytapia tłuszcz?

UWAGA! Działa to tak:
1. Tłuszcz się wytapia w wysokiej temperaturze. Więc, jak chcemy wytopić smalec z sadła, patelnię należy postawić na ogniu, nie w lodówce. Zielona herbata podnosi termogenikę ciała i sprawia, że szybciej robi nam się gorąco. Jak się dodatkowo do tego poćwiczy, to wytapianie naszego smalcu z boczków, tyłków i innych oponek, staje się efektywniejsze. Poza tym, kofeina zawarta w herbacie daje niezłą siłę i kopa do działania, że aż ćwiczyć się chce.
ERGO: kubas zielonej herbaty przed treningiem (a może być i szybszy spacer z psem, kotem, chomikiem, cokolwiek) i wio w drogę. Opłaca się, bo wytapianie tłuszczu będzie większe o jakieś 5-10% niż normalnie. Nie ćwiczysz? To też pij - temperatura i tak się podniesie, a badania pokazują, że 21% ludzi, którzy pili zieloną herbatę nie zmieniając nawyków żywieniowych i tak schudło! Jest nadzieja dla nas!

2. Dużo pijesz - dużo sikasz. Sikaj na zdrowie. Jak wywalić z siebie toksyny? Przecież same nie wyjdą. Najlepiej dać nerom pole do popisu. Jak się pije za mało płynów, mocz się zagęszcza od toksyn, organizm się zaciera i lipa. Zielona herbata pomaga wypłukać cholerstwo organizmu. Przecież jak już coś się w nas wypaliło, bo wypiliśmy herbatę, poćwiczyliśmy, to zostają śmieci po spalaniu. Dopić jeszcze jeszcze kubkiem zielonej herbaty, żeby się elegancko wypłukały. Logiczne, nie?

3. Działanie oszczędnościowe. Kasa piechotą nie chodzi, zielona herbata nie rośnie na nasypach kolejowych, jak szczaw, czy mirabelki. Parz ją więc wielokrotnie z jednej wrzutki. Czyli, że jak? Moje parzenie wygląda tak: w takie śmieszne szczypce z siatką do parzenia herbaty, nabieram trochę zielonego suszu. Wkładam do dzbanka i zalewam gorącą, ale nie wrzącą wodą. Po dwóch minutach, może mniej, wyjmuję swoje szczypce z zawartością i odkładam. Fusy się nie plączą między zębami, nie trzeba ich cedzić, bo... będą na później. Napar jest delikatny, takie smaczne parzone sianko. Jak wypiję, to znów gotuję wodę, jak przestygnie, to znów zalewam te same fusy i parzę je od nowa. I w ten sposób mam lepszy jakościowo napój, jest jego dużo i jest pyszny.

Ot i tyle słów świętych na dziś przygotowałam. Niechaj piją z tego wszyscy na zdrowie, niech smalec się topi, niech nastanie nam jej wysokość herbata w całej swojej zieloności. Amen.

Pozdrawiam
- Cherris
 
 

sobota, 20 lutego 2016

Odkurzanie.

Minął rok od kiedy podewzięłam decyzję o zmianie trybu życia i co? A nico. Chciałabym napisać, że wyglądam, jak wystrzałowa laska, ale zdecydowanie bliżej mi do wyglądania jak idź i nie wracaj. Chciałabym napisać, że robię w tygodniu setki kilometrów, ale nie robię, przynajmniej nie biegiem. Chciałabym też napisać, że mam super męża, ale... a nie cholerka mam super męża. Jednak, żeby nie zasłodzić, to jak mama mawiała "nie chwal dnia przed zachodem słońca, a mężczyzny za życia", czy jakoś tak.

Zatem wracam do blogoobiegu. I zaczynam jak zawsze od nowa. I tym razem mi się uda. I za rok będę wyglądać jak super laska, a nie jak pół dupy zza krzaka. I wszystko będzie pięknie, ładnie i dam radę.