wtorek, 24 lutego 2015

Piłka lekarska - wcale nie lekki temat

Wczoraj Pan Mąż przyniósł mi piłkę lekarską o wadze 3 kg. 3 kg! Co to było? Na taką babę jak ja? Przecież to bułka z masłem. Mój cel, to w jak najszybszym czasie przerzucić piłkę na odległość 5 metrów. Poszliśmy przed dom poćwiczyć i wylazło szydło z worka. Nie dość, że nawet nie dorzucałam do tych 5 metrów, to jeszcze jak się szarpnęłam, jak mi pykło coś w karku, to i tak mi zostało. Sport to zdrowie mówią... Daje przypływ endorfin mówią... Taaaa...

Przypływ był owszem, ale z pewnością nie endorfin, a bólu, jak nie mogłam się przekręcić z boku na bok. Takie to są skutki braku rozgrzewki. Czy to w jakiś sposób zdemotywowało mnie do powyciskania ciężarków? A skąd! Boli? Trudno, przestanie. I tak jeszcze wieczorem trochę wyciskania, trochę skakania, brzuszków, plecków.

To było wczoraj, a co dziś?
A dziś rano owsianka z orzechami, kakao i rodzynkami. Potem 6 km truchtania. O dziwo wyrobiłam się w 45 minut, przy czym większość drogi przegadałam przez telefon z koleżanką. I pewnie nie koniec jeszcze atrakcji na dziś, bo do tej durnej głowy coś jeszcze wpadnie.

Zauważyłam, że po tygodniu takiego truchtania chyba z brzucha tłuszcz się wytapia, bo słaby zarys mięśni widać. A i wczoraj Pan Mąż stwierdził, że widać efekty ćwiczeń i że mam talię. Same niesamowitości... ;)

Do jutra.

poniedziałek, 23 lutego 2015

3,2,1, START!

Oto i ja! Pani Ka. Szczęśliwe dziecko dekady lat 80. Wychowane w dużym blokowisku. Poszło sobie w świat z bagażem nie do pozazdroszczenia. Trochę teraz wkłada do tej walizki, trochę wyjmuje.
Zaznaczam na samym początku, że ten blog ma być dla mnie motywatorem do ruszenia tyłka. Strasznie to prozaiczne, ale co ja poradzę, że z poezją moje życie ma tyle wspólnego, co kot napłakał?

Zatem tak!
Startuję ruszanie tyłka i tyłkiem z wagą 74kg, wzrostem 178cm.
Wymiary tu i ówdzie:
talia (dobre sobie) 82cm
tyłek jakieś 104cm
udo 62,5cm
a biustu mierzyć nie będę, bo nie ma czego.

Dzisiejszy trening:
- 6-7km truchtania w ciągu godziny, czyli bez szaleństwa, ale już całą drogę przetruchtałam i jestem z siebie dumna. Nazywa się to slow jogging, ale o tym innym razem.
- ciężarki 1kg w każdej ręce i wymachy, odmachy, przemachy - nie wiem jak to się nazywa, ale pomachałam w sposób skoordynowany rękami, w sumie parę ładnych minut, tak żeby ręce poczuły, że pracują
- brzuszki - 30szt z hantlem 2kg w rękach za głową.

O i tyle było tego. Do jutra.

Cherris